New York Rangers by cez

czyli...miód ma moc

środa, kwietnia 27, 2005

AHL: przegrana już w pierwszej tercji, stan serii 2-2..

Niestety, 20 minut fatalnej postawy w meczu numer cztery nie udało się naprawić całkiem niezłymi 2 tercjami.. Do składu wrócił Muzz (Garth Murray), zagrał również Ryan Hollweg, ale w pierwszej odsłonie nasza ofensywna po prostu nie istniała..

A z defensywą wcale nie było lepiej.. Przez cały czas broniliśmy się we własnej tercji.. W strzałach przegraliśmy 3-17, a nasze dwa uderzenia oddaliśmy w ostatniej minucie otwarcia rozgrywki.. Łapaliśmy mnóstwo bezsensownych kar, za co zostaliśmy ukarani najwyższą stawką, przegraną w meczu..

Hokeiści Lowell wykorzystali praktycznie 2 przewagi liczebne w pierwszej odsłonie.. Obie za sprawą Zigomanisa, z tym że bramka na 2:0 padła dokładnie w tej sekundzie, w której drzwi bosku kar otworzyły się a na lód zaczął wyjeżdżać Jamie Lundmark.. Bramka otwierająca mecz to natomiast dobitka strzału, kiedy "Wilki" grały w trójkę przeciwko piątce rywali.. Do tego mieliśmy ogromne problemy na bulikach, wspominany już Lundmark notorycznie nie potrafił odebrać krążka Mike'owi Zigomanisowi..

Druga tercja już o wiele lepsza w naszym wykonaniu, szkoda tylko że przy stanie 0:2.. Najpierw w momencie, gdy graliśmy w przewadze 4 na 3 gola kontaktowego zdobył niezawodny w play offs Jeff Hamilton.. Było to zaledwie 24 sekunda środkowej odsłony gry, a asysty zapisane zostały Giroux i Nycholatowi. Niestety, dokładnie 65 sekund później to Lock Monster zdobyli kolejnego już gola w PP.. Trafił Gordie Dwyer (nawet on potrafił wykończyć akcję w przewadze liczebnej..), a na ławce siedzieli Pock i Bouchard Po naszej stronie, i Kobasew po stronie miejscowych.. Niestety, do końca spotkania potrafiliśmy zdobyć jeszcze tylko jedną bramkę (Lundmark, asysta ponownie Giroux), ale to było za mało i przegraliśmy 2:3..

Oczywiście przegraliśmy również w strzałach, 23-32.. Nasza crash line w tym spotkaniu wyglądała imponująco.. Weller, Hollweg i Murray.. Szkoda tylko, że cała trójka jest po kontuzjach (kolejno wstrząśnienie mózgu, uraz po bójce, uderzenie krążkiem w twarz..). Steve Valiquette obronił 29 z 32 uderzeń i niestety zaliczył pierwszą porażkę w tegorocznych po.. Niechlubna ciekawostka z hali to ilość widzów, jaka zasiadła na trybnuach w Lowell.. 1305 osób.. U nas w Hartford też nie jest z tym jakoś różowo, ale i tak taką ilość należy pozostawić bez komentarza..

3 Komentarze:

  • At 12:32 AM, Anonymous Waldi said…

    a my od przyszlego roku dzielimy afiliacje z Canes wlasnie w Lowell.. ale kicha:/, rywalu :DDDDDD

    go Monsters ;)

     
  • At 3:15 PM, Blogger Alan said…

    Troche mnie zawodzą Pack. Nie strzelaja duzo, ale sadzilem, ze poradza sobie bez wiekszych problemow z Lowell. A tu trzeba sie bronic przed odpadnieciem z rywalizaji...

     
  • At 12:00 AM, Blogger cez said…

    e tam Lowell...

    wygramy w 7..:P

     

Prześlij komentarz

<< Home